| I | |
| Przestrogę dziś Ci daję i nadstawiaj uszu, bo Na własnej skórze przecież sam przeżyłem wszystko to. Gdy raz się zaprzedałeś, miej to w pamięci swej, Że zawsze będziesz wracał tu nad brzegi Botany Bay! | G e C G G e a D G e C G D e e H7 e |
| Ref. | |
| Hej! Żegnaj dobry porcie, kochanko, żono też, Znów stary diabeł – Morze – upomniał o mnie się! Znów pod nogami dechy pokładu będę czuł I z perty znów spoglądał tam te parę pięter w dół! | G e C G G e a D G e C G D e e H7 e |
| II | |
| Na lądzie chciałem zostać, by już jedno miejsce grzać I sitem w piachu wiele dni babrałem się, psia mać! Lecz nie znalazłem złota i pusto w sakwie mej, Nie szkodzi, wszak nocą i tak coś rwie do Botany Bay. | |
| Ref. | |
| III | |
| Podkładów długie rzędy pod wstęgi srebrnych szyn, Kamieni, cegieł stosy, bo… wciąż chciałem wygrać z NIM. Lecz gdy z Południa dmuchnie, ech, śmiej się bracie, śmiej, To w wietrze tym wciąż czuję sól, tę sól znad Botany Bay. | |
| Ref. | |
| IV | |
| Ach, stale rwie coś w środku i jak chory boli ząb, I czego byś nie zaczął, to i tak to ciśniesz w kąt. Zawodów wiele miałem w karierze długiej mej, Lecz zawsze znów wracałem tu – marynarz z Botany Bay. | |
| Ref. |