Blog

po_co_to_robie

Na początek mała wycieczka rodzinna.


Mam brata.

Z jednego ojca, z jednej matki.

I tu kończy się lista podobieństw.


Przez dłuższy czas docieraliśmy do mniej więcej tych samych punktów kontrolnych w życiu.

Matura, magisterka, małżeństwo, potomstwo i tak dalej…


Z uwagi jednak na specyficzność wewnętrznej konstrukcji – przemieszczaliśmy się zdecydowanie różnymi drogami.


Brat, człowiek o naturze mocno refleksyjnej i analitycznej, prowadzi swoje życie dobrze wydeptanymi szlakami, podejmując mocno i badzo mocno przemyślane decyzje.


Ja…


No cóż…

Mam wrażenie, że moich zakrętów życiowych wystarczyłoby na wyposażenie przynajmniej kilku, całkiem nienudnych cefałek.


Sporo czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że typowo polskie, patriotyczne stwierdzenie:

– Że co, że ja nie dam rady?!…

to nie jest najlepsza maksyma życiowa.


Przepaliłem w życiu mnóstwo energii na dowiadywanie się, czego w życiu dla siebie nie chcę.

Chęć życia z kimś, dla kogoś, za kogoś…

Rzucanie się na głęboką, niekoniecznie przejrzystą wodę.


Permanentne kopanie się z (życiowym) koniem.

Co najgorsze i najgłupsze – zazwyczaj nie własnym.


Całe lata odkładania świadomego zadbania o siebie na później, w imię wyższych celów, potrzeb i wartości.

Niestety, cudzych.


Dopiero twardy, reset życiorysu (czytaj: rozwód) tuż przed czterdziestką pozwolił przełożyć instrukcję używania samolotowej maski tlenowej na potrzeby własne.

Postawienie kwestii zadbania o samego siebie na pierwszym miejscu.


Wspomniany twardy reset, choć z perspektywy czasu postrzegać można jako pierwszy krok we właściwym kierunku, był bardziej rzutem na taśmę niż elementem przemyślanej procedury.

Choć zerwanie zaciskającej się z roku na rok coraz ciaśniej pętli toksycznego związku przyniosło efekt ulgi, to nie dało odpowiedzi na najbardziej zasadnicze pytanie:

– Co dalej?…


Nie zdawałem sobie sprawy z tego ile czasu i pracy będzie potrzebne, żeby zbudować nową, zupełnie swoją rzeczywistość.


Wyprowadzka do innego miasta, (po)dyplom z rozwouj osobistego, w końcu praca z ludźmi w systemie jeden na jeden…


Kolejne kroki, nie stanowiące elementów dokładnie zaplanowanego przedsięwzięcia, stopniowo przeprowadzały mnie na lepszą stronę życiowej drogi, w kierunku najlpiej rozumianego egoizmu.

Stanu, w którym z pełną premedytacją i satysfakcją pozostaję skupiony w pierwszej kolejności na postępowaniu w zgodzie ze sobą.


Po co zatem to wszystko?


Za każdym razem kiedy zdarza mi się słyszeć, że jestem życiowo doświadczonym i mądrym człowiekiem, w głowie pojawia się z założenia niemożliwe do realizacji życzenie:

– Wolałbym być głupszy…


Ale nie będę.


Za to robiąc swoje w internetach, mogę dać innym możliwość skorzystania z moich doświadczeń i obserwacji.

Skłonić do przemyśleń.

Pozwolić mniej doświadczonym życiowo na zaoszczędzenie potężnego bólu głowy lub d… owolnej innej części ciała, ze szczególnym wskazaniem na najmniej honorową część pleców.


Brzmi górnolotnie?

Emocjonalnie?

Jakkolwiek nie brzmi, niesie realną wartość.


Bo jeśli cokolwiek w życiu warto mieć, to przede wszystkim zryty beret na punkcie jakości swojego życia.


Ja już mam.


I z premedytacją polecam!