Jak zostałem maratończykiem

W kwestii motocyklizmu nie mam złudzeń.

DWA KOŁA TO ZA MAŁO, żeby komfortowo, po mojemu cieszyć się ujeżdżaniem koni mechanicznych wierzchem.


Receptą na sukces jest przyczepka.

Tylko jaką wybrać?


W przypadku przyczep powiedzenie, że jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego zdecydowanie nie ma zastosowania.

Bo im więcej różności da się przyczepką przewieźć, tym większa jej wartość użytkowa.

Ale czy o uprawianiu hobbi decydują względy użytkowe?


Oj…, zdecydowanie nie bardzo!


Kiedy dorosłem do wożenia się (z) motocyklem, trzeba było stanąć twarzą w twarz z kwestią:

– Na co się zdecydować?


Kluczowym, jak się później okazało – zbawiennym – ograniczeniem był pratkyczny brak możliwości dysponowania przestrzenią wykraczającą poza kubaturę mieszkania i niewielkiego schowka.


W pierwszym odruchu zacząłem rozglądać się za przyczepami z twardą, najlepiej aerodynamicznie uformowaną zabudową.

Zalet co niemiara, bo poza perfekcyjnym zabezpieczeniem motocykla, twarda przyczepa daje wręcz nieograniczone możliwości załadunku bagażu, a pomiędzy wyjazdami doskonale sprawdziłaby się jako garaż dla jednośladu.

Przejrzenie cenników kilku firm przyczepiarskich w ciągu paru minut wyleczyło mnie z tego pomysłu.


Na drugi ogień poszły standardowe, małe przyczepki z burtami.

Takie, jakie można wypożyczyć pod supermarketem budowlanym lub na stacji benzynowej.

Przestrzeni na motocykl i bagaż wiele, a cena to ułamek wypasu z twardym dachem.

Wybór zdecydowanie i ekonomiczny, i praktyczny, ale… co z taką przyczepą zrobić pomiędzy wyjazdami?

Zajęcie przyczepką miejsca postojowego na osiedlowym parkingu, prędzej czy później skończyłoby się jakimś społecznym Armageddonem.


Ostatnią dostępną opcją okazała się przyczepka składana.


Mówiąc najprościej, w tej dziedzinie szału nie ma.

W zasadzie nawet nie ma szumu.

Po prosty wyboru brak.


Na krajowym rynku jest praktycznie tylko jeden producent, któremu można zaufać w kwestii przyczepowego origami.


Marathontrailers.


Wybór padł na wariant najbardziej podstawowy – Marathon Single.


Przyczepka jest przygotowana do wożenia nawet najcięższych produkowanych seryjnie jednośladów z silnikiem.

Waży niecałe 80 kilogramów, a może wziąć na siebie nawet pięć razy tyle.

Co prawda opracowanie patentu na samodzielny załadunek jednośladu wagi ciężkiej wymagało trochę zachodu, ale… zdecydowanie warto było pokombinować.


Jaką zatem wygodę zapewnia Singiel Marathona?


Wszystko wynika ze składalności i kompaktowości konstrukcji.


Rozłożona na czynniki pierwsze przyczepka, mieści się w bagażniku prawie każdego pojazdu klasy średniej lub w kufrze dowolnego kombiaka.

Poszczególne czynniki pierwsze (platforma z dyszlem, najazd, główna oś, koła z półosiami i błotnikami, poprzeczka do mocowania pasów, belka na światła i rejestrację) ważą tyle, że może sobie z nimi poradzić praktycznie każdy facet lub przynajmniej trochę wysportowana kobieta.

Łatwość przenoszenia powoduje, że nawet piwnica w bloku jest w stanie zapenić wystarczającą przestrzeń garażową.

Nie ukrywam, manewrowanie z elementami przyczepki po ciasnych lochach podziemi budynku z wielkiej płyty do przyjemności nie należy, ale… nie jest też tragedią. W każdych innych warunkach jest tylko lepiej.


Montaż przyczepki, zgodnie z producenckim materiałem wideo, zajmuje faktycznie tylko kilka pojedynczych minut.


Większość czynności montażowych ogrania się za pomocą kilku bolców oraz dwóch śrub mocujących belkę z oświetleniem, a całości załadunkowego dzieła dopełnia użycie czterech pasów ze ściągaczami.

To tyle o właściwościach statycznych.


A co daje Marathon na drodze?

Jak przystało na przyczepkę pozbawioną własnych hamulców, solidnie kopie w tyłek, ale to trudno nazwać zaletą.

Marathon zyskuje przede wszystkim wtedy, kiedy… można go nie używać.


Chcąc zrobić użytek z normalnej przyczepki, trzeba ją za sobą taszczyć w obie strony, niezależnie od tego, czy jedzie na niej jakikolwiek ładunek, czy nie.

Z Marathonem jest trochę inaczej.

I to trochę robi różnicę.


Jeśli jedziemy po motocykl, drogę TAM można pokonać z normalną prędkością, z Singlem skitranym w bagażniku.

Jeśli wywozimy dokądś motocykl, odwrotnie.


Wyjątkowo dobrze wynalazek Marathona sprawdza się na etapie zakupu motocykla.

Pozwala sprawnie przemieścić się w dowolne miejsce kraju, czy Europy i… w razie braku zakupowego sukcesu, w normalnym tempie wrócić do domu.

Z kolei w razie sukcesu można wszystko ogarnąć zupełnie samodzielnie, bez angażowania drugiego kierowcy.


Czy zakup Marathona się opłaca?

Pod względem finansowym, oczywiście że nie, ale… znam znacznie gorsze sposoby na utopienie gotówki.

Żeby tylko gotówki…


Granitowe blaty.

Fornirowane fronty kuchenne.

Teakowy parkiet.

Hiszpańska terakota.


Wszystkie powyższe pozycje służą dokładnie niczemu.

NI-CZE-MU.


Singiel Marathona służy wygodzie i bezpieczeństwu, a to wyjątkowo korzystana kombinacja.

Dla mnie – NAJLEPSZA.


Zdaję sobie sprawę, że moja definicja komfortu przyprawia o bolesny skręt kiszek większość zapalonych motocyklistów, ale zdziwiłbym się, gdyby nikomu nie dała przynajmniej do myślenia.


Dzięki przyczepce zacząłem pisać nowy rozdział mojego motocyklowego hobbi, pozbawiony mieszanych odczuć związanych z samą jazdą i zastanawianiem się nad sensownością posiadania jednośladu.

Dziś mam poczucie, że nareszczie wszystko gra.


Planując weekendowy wypad nawet nie śledzę prognozy pogody.

Po prostu rezerwuję sobie godzinę więcej na pokonanie drogi i w ciemno ruszam zaprzęgiem w trasę.


Na miejscu okazuje się co i jak.

Jeśli pogoda jest świetna, nawijam kilometry na koła motocykla.

Jeśli pogoda zawiedzie, koła motocykla mogą nawet nie dotknąć asfaltu.

Zupełnie bez żalu.


W ten sposób przyczepka stanowi dla mnie gwarancję sukcesu każdego wyjazdu.

Może wymaga trochę więcej zachodu, może trochę drożej, ale komfort motocyklowania – bezcenny.


Dla wszystkich zaintrygowanych moim podejściem mam propozycję.

Przecież nie używam mojego Singla codziennie.


Chcesz zobaczyć jak to jest robić to z pomocą przyczepki?

Weź moją na dzień lub dwa i przekonaj się na własnej skórze.

Z oczywistych względów, wypożyczenie w ciągu tygodnia będzie sporo łatwiejsze niż na łikend, jakkolwiek nie niemożliwe.

Szczególnie przed sezonem. ツ


Nie jestem dystrybutorem sprzętu Marathona, ale z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że na hasło ZRYTY BERET przy zakupie można liczyć na coś więcej niż uśmiech ze strony producenta i wynalazcy – Pana Roberta, którego przy okazji serdecznie pozdrawiam. ツ


MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Marzy mi się…

Praktycznie od zawsze siedzę za biurkiem. Na przestrzeni ponad 20. lat współpracowałem z podmiotami praktycznie każdego formatu. Od kilkuosobowej firmy rodzinnej po międzynarodową korporację. W

Rewelacja październikowa

Nie przyjmuję prezentów i do ich dawania mam specyficzne podejście. Jakiś czas temu udało mi się to nietypowe podejście wytłumaczyć mojej małej młodzieży. Nie obyło

H… w d…

Prawie jak inicjały Harleya i Davidsona. Ale prawie robi różnicę. Wiem, ten tytuł nie kojarzy się najpiękniej, ale właśnie o to chodzi. Ma zwracać uwagę

JUŻ W SPRZEDAŻY!

…żeby raz na kilka tygodni otrzymać powiadomienie o nowościach.

O MNIE

Chcesz mieć
na bieżąco
Zryty Beret?

Zostaw mejla, żeby raz na parę tygodni otrzymać powiadomienie
o nowościach.

Strona wykorzystuje pliki cookie dla zapewnienia najlepszej funkcjonalności.