Taki sobie FIWEr…

Oczywiście, chodzi o zapowiedziane w poprzednim wpisie FIWE2021.

No gorąco nie było…


Powtarzając za przedstawicielem organizatora:

– Piękna pogoda zepsuła targi.

Nietrudno było zauważyć, że odwiedzający nie nadwyrężyli szwów halom ExpoXXI.

Impreza przyciągnęła dwukrotnie mniej osób niż poprzednia edycja i – z wyjątkiem paru „fal” – alejki między stoiskami świeciły pustkami.


Zdecydowaną większość zwiedzających stanowiły osoby, których sylwetki z daleka zdradzały dość wysoki poziom treningowego zaawansowania.

Trenujący fitness, crossfit, sztuki walki, no i – oczywiście – „ulubioną” przeze mnie – kulturystykę. ツ


Generalnie – odsetek potencjalnych czytelników Treningu Minimalnego – znikomy.

Ale o tym później.

Zacznijmy od wrażeń ogólnych.


Z Treningiem Minimalnym na FIWE czułem się jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany.

A raczej jak porcelana w składzie słoni.


Spodziewałem się, że fitness-targi skupiają się na promowaniu zdrowego stylu życia i popularyzacji kultury fizycznej.

Patrząc na wszystko od środka odniosłem wrażenie, że to przede wszystkim impreza dla wystawców.

Swoista próba sił, a raczej prężenie muskułów poszczególnych marek względem siebie, a nie przedsięwzięcie ukierunkowane na masowego klienta.

Zbiorowy pretekst do wzmożonej aktywności w mediach społecznościowych.


Szczególnie widoczny na sąsiadującym, dużym stoisku zagranicznej firmy odżywkowej.

Stoisko, którego główną atrakcję stanowiła wizyta zakochanej w fitnesie pary celebrytów.


Selfiaczkom, żółwikom i piąteczkom z odwiedzającymi nie było końca.

Sztuczne, przyklejone uśmiechy.

Serie wyuczonych gestów.

Strzępki wymyślanej naprędce choreografii.

Bardzo niedrogie show.


Poza celebryckim blichtrem, najbardziej zniechęcające do całego widoku było pomieszanie energii.

On – z fikuśną fryzurą, mizdrzący się do obiektywów jak nastolatka w przymierzalni przed balem.

Ona – przepełniona entuzjazmem, werwą i typowo męskim animuszem osiedlowego ziomala.

Jakie to było nielekkostrawne.

Jakie to było „nie moje”…


Nie moje były też główne atrakcje ogólne.


Jednym z głównych wydarzeń były zawody – a jakże – kulturystyczne.

Zawody, w których głównymi nagrodami były bony na 1000 PLN.

Słownie: jeden tysiąc polskich złotych(!)

Szkoda, że nie kosze prezentowe z Biedronki.


1000 PLN jako nagroda za lata wyrzeczeń i fizycznej harówki…

Przecież urzestnik takich zawodów więcej wydaje miesięcznie na odżywki i suplementy.

***** takie wynagrodzenie.

Jednym słowem: biedaaa!…

To ja już wolę moją wolną od upokorzeń amatorszczyznę.


Jeśli o kulturystyce mowa…

Mimo studiowania w akademii wojskowej i przejścia pełnego cyklu przygotowań do misji w strefie działań wojennych, nie spotkałem dotychczas takiej kumulacji testosteronu na metrze kwadratowym zadaszonej przestrzeni.

Obwód bicepsa porównywalny z moim udem.

Obwód uda odpowiadający długości mojego paska od spodni.

Tylko slipki jakieś takie przyciasne i bardzo nieproporcjonalnie skromne…

Nie wiem po co faceci sobie to robią.


Żeby tylko faceci…


Wracając „na swoje podwóko” mogę powiedzieć, że Trening Minimalny spełnił na FIWE rolę koła ratunkwego dla odwiedzających o naturalnym poziomie testosteronu.


Oczywiście, wynik sprzedażowy na targach sam w sobie nie jest celem.

Mizerna, dwucyfrowa liczba transakcji nie jest jednak rozczarowaniem, bo jedna na dwie – trzy rozmowy kończyła się sprzedażą.

Problemem była wyłącznie statystyka, czyli brak odpowiednio dużej liczby zainteresowanych treściami dla niesportowców.


Rzeczywistość pokazała, że odwiedzający targi fitnesowe to zdecydowanie nie jest grupa docelowa Treningu Minimalnego.

Dlatego wystawiam im – targom fitness, ma się rozumieć – czerwoną kartkę, a sobie – jako jedynemu odpowiedzialnemu za nietrafioną decyzję – karnego ku**sa.


Miejsce Treningu Minimalnego jest wśród zwykłych ludzi.

Już niebawem Targi Książki w Krakowie.

14-17 października.

Dożyjemy, zobaczymy…

MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Istnieję!

Pojawiłem się w sieci zupełnie spontanicznie, na fali eksplozji popularności fejsopodobnych wynalazków, jakieś 15 lat temu. Zmieniłem podejście po tym, kiedy przekonałem się jak łatwo

Ciałopozytywność

Z pojęciem ciałopozytywności spotkałem się pierwszy raz w wypowiedziach „znanych i lubianych” pań nie poczuwających się do bezkrytycznego wpisywania się w kanony damskiego piękna spod

Po co to robię

Na początek mała wycieczka rodzinna. Mam brata. Z jednego ojca, z jednej matki. I tu kończy się lista podobieństw. Przez dłuższy czas docieraliśmy do mniej

JUŻ W SPRZEDAŻY!

…żeby raz na kilka tygodni otrzymać powiadomienie o nowościach.

O MNIE

Chcesz mieć
na bieżąco
Zryty Beret?

Zostaw mejla, żeby raz na parę tygodni otrzymać powiadomienie
o nowościach.

Strona wykorzystuje pliki cookie dla zapewnienia najlepszej funkcjonalności.