Blog

najwazniejszy_stosunek

W sekcji wrażeń i recenzji nie będzie o relacjach męsko-damskich.


Skoro zatem mowa o wszystkim innym, stosunkiem który interesuje mnie najbardziej jest:

JAKOŚĆ kontra CENA.


Z uwagi na mój zadeklarowany minimalizm, nietrudno się domyślić, że nad lusksuem zachwytów nie będzie.

Dlaczego zatem minimalista nie zadowala się taniością?

Szczerze mówiąc, często się zadowala, ale w drugiej kolejności.

A w pierwszej…


Satysfakcja klienta i szeroko rozumiany User eXpierience (UX) to pojęcia szczególnie mi bliskie.

Nie wiem skąd to się wzięło, ale moje oczy są jak skaner.


Na stronie internetowej zauważam jedno-, dwupikselowe różnice w wymiarach elementów.

We wnętrzach natychmiast atakują mnie niedoróbki, krzywe linie i wszelka nieregularność.

No dobra, z odcieniami kolorów jest u mnie jak u prawie każdego faceta, ale w temacie geometrii i wszelkiego rodzaju spójności kompozycji jest u mnie ponadprzeciętnie.

I nie chodzi tutaj wyłącznie o kompozycje wizualne.


Chodzi o oferty.

Mam totalnego hopla na punkcie klientocentryzmu, rozumianego jako maksymalne dostosowanie oferty do zaspokajanych tą ofertą potrzeb.


Poraża mnie skala beztroski i bezmyślności właścicieli biznesów, po których ofercie gołym okiem widać, że pomysłodawca ewidentnie nie odrobił najbardziej podstawowej pracy domowej.

Nie zadał sobie choćby minimalnego trudu, żeby postawić się w roli własnego klienta.


Klasycznym przykładem w tym zakresie jest – prezentowany przez Pana Jacka Walkiewicza w jego kultowych już wykładach na temat życiowej odwagi i profesjonalizmu – haczyk na ubrania, a raczej jego brak w toalecie.


W prywatnych czeterch kątach poruszamy się na totalnym luzie, więc udając się na posiedzenie wyjątkowo rzadko mamy na sobie coś więcej niż minimalny zestaw garderoby.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda we wszelkiej użyteczności publicznej.

Tam przecież z założenia klient (tak, klient!) pojawia się w tak zwanym okryciu wierzchnim.

Nie rozumiem i nie chcę rozumieć stanu umysłu człowkieka, który planując obsługę, a jakże, klienta na stacji benzynowej czy w teatrze nie przewidział, że ów klient będzie mógł mieć na sobie kurtkę, marynarkę, a może nawet płaszcz!


Przykłady brakujących haczyków można mnożyć.

Co spotykam najczęściej?


Na siłowniach – poprute sidziska i oparcia ławek, brakujące śruby, uszkodzone osłony, popękane lustra. Poza salą ćwiczeń – zawilgocone szatnie i ciągnące grzybem prysznice.

W mieszkaniach na wynajem – wnętrza urządzane totalnie najniższym kosztem. Przedpokój bez porządnej szafy. W szafie na ubrania – pięć wieszaków na krzyż, na dodatek każdy z innej parafii. W łazience – kabina prysznicowa bez półki na mydło i WC bez porządnej szczotki. W kuchni – zdziesiątkowana zastawa kuchenna, zwykle z nożami, którym w temacie ostrości trudno konkurować z łyżką.


W pierwszym odruchu można powiedzieć:

– Duperele. Gość się czepia….

I owszem, czepiam się.


Bo tak niewiele brakuje tym miejscom, żeby naprawdę błyszczeć.

A brak właścicielskiego oka i proklienckiego wyczucia skazuje te miejsca na smutną przeciętność i ocenę trzy na pięć.


Jak w Kuchennych Rewolucjach.

Bo w programie Magdy Gessler jedzenie jest tylko pretekstem do uproszczonego wykładu na temat skutecznego prowadzenia małego biznesu.

Biznesu, w którym nie można sobie pozwolić na korporacyjne, pięcio- lub tym bardziej szerściocyfrowe pomyłki.


Pani Magda, tłumaczy uczestnikom swojego szoł najbardziej podstawowe zasady uczciwego zadbania o klienta:

– Z gównianych składników nie zrobisz dobrego dania.

– Podawaj ludziom posiłki, które sam chciałbyś zjeść.

– Obsługuj ludzi tak, jak sam chciałbyś być obsługiwany.


Generalnie, mały biznesmenie:

– Szanuj klienta swego jak siebie samego.


Przemieszczając się bliżej własnego podwórka, śmiało mogę powiedzieć, że do rangi anegdoty urosła historia mojej współpracy z panem budowlańcem (Andrzej, pozdrawiam!).

Kiedy zaczynaliśmy współpracę, nalegałem:

– Andrzej, rób jak dla siebie.

Po kilku miesiącach całkiem sprawnej kooperacji usłyszałem:

– Paweł, ja nie będę robił jak dla siebie. Będę robił jak dla Ciebie.

I tak nam zostało.

Nawet mimo faktu, że Andrzej zaczął coś przebąkiwać o dodatku za pracę w warunkach psychicznie szkodliwych ツ.


Jakość do ceny…


Kiedy decydujemy się na tani zakup czegokolwiek i spotykamy się z nienajlepszymi wrażeniami, mówimy sobie:

– Przyoszczędziło się parę złotych, więc nie ma co marudzić… Trzeba wybaczyć.

Z kolei kiedy sięgamy po coś luksusowego, nadzwyczajnie łatwo wchodzimy w rolę zmanierowanego sukinsyna, punktującego produkt lub usługę za każde, najmniejsze nawet uchybienie.

Najlepsze doświadcznia fundujemy sobie wtedy, kiedy płacimy średnią lub niską cenę, a spotykamy jakość z zupełnie innej półki. Oczywiście – tej zdecydowanie wyższej.


Celem WRAŻEŃ I RECENZJI jest dzielenie się doświadczeniami z korzystania z produktów i usług, które wywołują ulubione z moich uczuć.

Uczucie zachwytu.

Zachwytu nad jakością lub użytecznością produktu.

Nad jakością obsługi.

Jakością tego czegoś, co przedsiębiorca w zakresie swojej oferty podjął się dostarczać.


Bez przesady mogę powiedzieć, że jednym z kluczowych czynników decydujących o jakości życia, jest właśnie zachwyt.

Te szczególne momenty, w których rzeczywistość przekracza oczekiwania.

W ślad za tym stwierdzeniem pojawia się oczywiście kwestia owego poziomu oczekiwań.

Ale to już temat na zupełnie inną rozmowę.


Zatem, przedsiębiorco, jeśli uważasz że odwalasz kawał dobrej roboty i Twoja oferta potrafi klienta zachwycić…

Wystaw ją na zdecydowanie subiektywny, męski punkt widzenia.


Fromularz kontktowy masz TUTAJ.