1.7. Najcenniejszy z zasobów – ciało

Już widzę rozpacz na twarzach intelektualistów czytających tytuł tego rozdziału i… bynajmniej nie czuję zażenowania. 

Zanim wyjaśnię, proponuję wyobrazić sobie poziom rozważań intelektualnych i wypowiedzi wszystkich potencjalnie zrozpaczonych w dniu ataku rwy kulszowej lub zauważenia objawów stanu przedzawałowego… 


Żyjemy w erze informacji. 

W czasach, w których zdolności intelektualne decydują o naszym społecznym być albo nie być (a raczej mieć więcej czy mniej). 

Fizyczność zatraca swój praktyczny wymiar. 

O przetrwaniu decyduje dziś wyporność karty kredytowej, nie zdolność upolowania sarny czy pokonania niedźwiedzia. 

Rozpędzeni w procesie zdobywania kolejnych kompetencji, tytułów naukowych, certyfikatów, dbanie o ciało lokujemy w sferze wypoczynku i rekreacji, czyli… nigdzie. 


Tak jak pracę i codzienne obowiązki potrafimy zaplanować z dokładnością do pojedynczych godzin, tak czas wolny pozostaje jednym wielkim spontanem. 

Spontanem, w którym gdzieś tam od czasu do czasu pojawia się aktywność fizyczna. 

Niestety – świadomość wyższości (a raczej pierwszeństwa fizyczności przed rozumem) uzyskujemy zwykle dopiero wtedy, kiedy ciało z jakiegoś powodu wysiądzie. 


Mówiąc najprościej: warto dodać dbanie o organizm dodaj do listy codziennych obowiązków, zanim ciało samo wyznaczy pokutę za grzech zadniedania. 

Na nic najlepsze tytuły i certyfikaty, kiedy fizyczność odmówi współpracy. 


Zmagania z własną fizycznością to najbardziej bezkompromisowe z wyzwań, z którym człowiek można się zmierzyć. 


Cokolwiek robisz, wszystko zależy tylko od ciebie. 


Czynniki zewnętrzne oczywiście istnieją, ale to ty decydujesz o wszystkim. 

Nieprzygotowane jedzenie, odpuszczony trening, zarwana noc… 


Nie ma innej osoby odpowiedzialnej poza samym sobą. 

MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ

1.4. Co tutaj znajdziesz?

Mieszankę.  Nie wybuchową.  Nie rewolucyjną.  Mieszankę na miarę obecnych czasów, czyli produkt typu smart.  Wiedzę i wskazówki treningowe z 20 lat dbania i (być może

Na początku było ciało

Moja droga do zdecydowanie męskiego punktu widzenia rozpoczęła się nieco przed czterdziestką. Momentem zwrotnym była decyzja o resecie życiorysu. Kilka walizek z ubraniami, parę kartonów

Dlaczego beret

Czterdziestka zobowiązuje. Tym bardziej stymulowana rozwodem i startem od zera. Beret stał się moim znakiem rozpoznawczym na nowej drodze życia. Pierwszy kupiłem jeszcze za starych

Chcesz mieć
na bieżąco
Zryty Beret?

Zostaw mejla, żeby raz na parę tygodni otrzymać powiadomienie
o nowościach.

Strona wykorzystuje pliki cookie dla zapewnienia najlepszej funkcjonalności.